Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 17/20. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 17/20. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2016

Dom tęsknot - Piotr Adamczyk #20


Pierwsza okładka

Hej, wszyscy!

Długo mnie nie było, bo i jakoś czas przyśpieszył nagle. Przy okazji znów złapałam choróbsko. Pech, goni pech, biedna! Dziś przychodzę z książką, którą przeczytałam już jakiś czas temu. Ale ostatnio sięgnęłam po nią drugi raz. Powód był niezwykle prozaiczny i przy okazji ciągle obecny na blogu - czyli licencjat. Tym razem jednak nie wybrałam żadnej ciężkiej książki, tylko ciepłą, rodzinną i magiczną powieść, którą już na wstępie mogę wszystkim polecić. 

Chodzi mi o "Dom tęsknot" Piotra Adamczyka (nie, to nie ten aktor, to pisarz, wiem, skojarzenia niezbyt miłe). Z tego co wiem, to jest to druga książka autora - pierwsza to "Pożegnanie mieszka w szafie". Nie czytałam, nie wiem. Jeśli chodzi o jakieś nowe rzeczy to też niestety nie jestem w stanie nic a nic napisać, ponieważ nie odnalazłam żadnej informacji czy coś nowego się tworzy. Szkoda, bo po "Domu tęsknot" mam ochotę na coś świeżego. Do rzeczy jednak, moi państwo. 

Zacznijmy od tego, że ta książka - a przynajmniej moje wydanie - ma dwa dość duże minusy, co niestety
może mieć negatywny wpływ na zakup książki, bo na pewno nie na odbiór. Chodzi mi o tytuł, jak i o okładkę. Dodruk, który ukazał się niedawno prezentuje się lepiej niż pierwsza wersja, ale ja książkę kupowałam jakoś po premierze. Jak dla mnie, Dom tęsknot brzmi całkiem harlekinowo, lekko a'la Katarzyna Michalak, trochę banalnie i z lekka kiczowato. Ot, jak dość naiwna powiastka o miłości. Oczywiście, tytuł jest adekwatny do treści powieści, co nie zmienia faktu, że budzi pewne niefortunne skojarzenia. Drugim faux pas jest okładka. (Z boku umieszczę wam dodruk, co byście wiedzieli, jak teraz powieść się prezentuje, jak dla mnie to jeszcze nie to, ale jesteśmy trochę bliżej). Dostajemy czerwono-czarne tło, plus tytuł napisany kursywą, do tego drzwi do książki nad nimi dym. Absolutnie poza moją wrażliwością, również harlekinowo. Niestety, bo ta powieść jest na tyle dobra, że zasługuje na lepsze wydanie. Bo to może odrzucać. Na szczęście w internecie możemy przeczytać opis, który już lepiej oddaje nam fabułę, chociaż nie jest w stanie oddać tego ciepła, które z powieści bije. 

Okładka dodruku
W sumie to dość ciekawe, że wydania opatrzone są różnymi opisami na LC. Ciekawe, który jest bardziej adekwatny. Przytoczę najpierw dodruk, bo jak dla mnie trochę kulą w płot: „Dom tęsknot” to nietypowa saga, w której rzeczywistość powojennego Wrocławia miesza się z historią II Wojny a mieszkańców przedwojennej kamienicy budzą koszmary śnione przez jej poprzednich, niemieckich lokatorów. Jej narratorem jest potomek polsko-niemieckiej rodziny (ojciec jest polskim repatriantem, matka Niemką, która postanowiła pozostać we Wrocławiu) a opowieść o jego dojrzewaniu i pierwszej, wielkiej miłości nanizana jest na historię miasta, nie bez powodu określanego przez Normana Daviesa mikrokosmosem Środkowej Europy. Bo jeżeli faktycznie jest to do pewnego stopnia saga, to niestety powieść z tym opisem brzmi bardzo topornie. Mamy koszmary powojenne, słowo potomek, słowo nanizana. I jeszcze wpletli tutaj tego Daviesa.  Ten opis nie oddaje ciepła tej powieści, tego jak bardzo poruszająca jest, zabawna, urocza. Dobra, też. Że porusza i wzrusza, a potem rozśmiesza do łez. To historia - miłości Piotrka i Laury, to oczywiste, ale też wielu ciekawych i wyjątkowych ludzi. Jest bogata w charaktery, nieoczywista i rozbrajająco szczera. Człowiek czuje się częścią kamienicy i w sumie lubi każdego bohatera, bo w oparach absurdu, zagadki i niesamowitości każdy ma w sobie coś wyjątkowego. Ale jak dla mnie jest to również powieść naznaczona przemijaniem, jak dla mnie aż boleśnie smutna  pod koniec. 

Nie chcę pisać zbyt wiele o fabule, bo mam przeczucie, że nie opisałabym jej dobrze, ale Dom tęsknot, to historia o Piotrka. Ale nie jego samego. To historia jego dzieciństwa, opowiedzenia z perspektywy dziecka baśń o kamienicy i jej mieszkańcach, o zagadce Niemców, którzy już opuścili Wrocław, ale gdzieś tam ciągle są, chociażby w słoiku po sago. To też opowieść o wspomnieniach i tożsamości. Bardzo poruszająca książka trochę na granicy magii i rzeczywistości.

17/20 w skali Marii 

Autor: Piotr Adamczyk || Tytuł: Dom tęsknot || Wydawnictwo: Agora || Rok wydania: 2014 || Liczba stron: 510 || Kategoria: literatura piękna


Dodatkowo w mojej biblioteczce pojawiły się nowości, a dość rzadko ostatnimi czasy coś przybywa. Za dużo wydatków i zaległych lektur mam, żeby coś kupować, ale są to prezenty. Mam nadzieję, że najbliższym czasie przeczytam obie, znacie, polecacie?

poniedziałek, 7 marca 2016

Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman #18

Cześć kochani!

Jak tam u was mija czytelniczy tydzień? U mnie całkiem nieźle, dziś skończyłam "Nałkowską", o której wpis się stworzy pewnie jakoś pod koniec tygodnia. W czwartek najprawdopodobniej, ponieważ w ten weekend mam urodziny i mogę nie mieć czasu na skrobnięcie czegoś w sobotę! Poza tym czyta się "Dom tęsknot" i słucha "Pochłaniacz". Możecie wiedzieć lub nie, ale ja audiobooki bardzo lubię. Zaliczam je do przeczytanych książek i tak dalej. Słucham je często w pracy, w drodze do pracy, jak piekę, gotuję, smażę, koloruję. Krótko mówiąc, kiedy zajęte mam ręce i pustą głowę, to sobie czegoś tam słucham. Nie, nie mam problemu ze skupieniem się na audiobooku. I tak, fabuła mi nie ucieka. Czasem zapominam imion, ale i tak mi powracają, więc nie jest źle.

Amerykańskich bogów skończyłam już całkiem dawno temu, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować, żeby coś o tej książce napisać. Raczej nie dlatego, że mi się nie podobało, tylko jakoś tak po prostu. Do opisywania papierowych książek mam więcej motywacji, może tak. No, miałam też sporą przerwę w słuchaniu, ponieważ moje słuchawki stały się kaput, a nie miałam na za bardzo funduszy na zakup nowych. Na szczęście rodzice mnie poratowali. Co nie zmienia faktu, że moich ukochanych starych nie mogę odżałować, bo miałam je ponad rok i bardzo je lubiłam, były idealne. Te nowe nie są tak fajne, niestety. 

Książkę słuchałam w interpretacji trochę innej, ponieważ nie "profesjonalnej". W takim sensie, że nie możemy sobie iść i kupić tego audiobooka, ponieważ czytaniem zajmuje się niesamowity Mako z bloga poczytaj mi mako i nawet nie jestem w stanie opisać mojego zachwytu i uznania do jego ciężkiej pracy, ponieważ a) książka przeczytana jest świetnie b) powieści są genialnie zmiksowane, dodane są odpowiednie odgłosy, muzyka, efekty dźwiękowe odpowiednie do danej chwili c) ten głos. No słuchajcie, nie pozostaje mi nic innego jak Mako polecić bardzo bardzo bardzo gorąco, ponieważ odwala kawał dobrej roboty, jest fenomenalny i naprawdę! Wchodźcie na jego bloga i klikajcie! Czekam na wasze opinie!

Ricky Whittle - Cień
Teraz parę słów na temat samej książki, po którą sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że parę albo nawet paręnaście razy, mi się gdzieś tam przewinęła. Tu zobaczyłam okładkę, tu opinię. Poza tym byłam całkiem zainteresowana, o co chodzi z tymi całymi amerykańskimi bogami. Nie chcę zdradzać zbyt wiele fabuły, co by nie niszczyć nikomu przyjemności, ale nie dostajemy od Gaimana zwykłej, płaskiej powieści fantasy. Mimo że ta warstwa pierwsza, fabularna jest niezwykle ciekawa, to jednak to, co kryje się pod powierzchnią może być nawet ciekawsze. W skrócie mówiąc - książka opowiada o losie bogów, bożków w Stanach, a dokładniej, że się spalili, skończyli, a ich miejsce zajęli nowi bogowie - telewizja, internet, samochody, fastfoody. 

Nie dostajemy jednak płaskiej historii, mówiącej - nowi bogowie są źli, starzy byli lepsi. Gaiman niczego w swojej powieści nie upraszcza, nie ocenia, a właściwie jedynie pokazuje jakąś wizję świata. Jak dla mnie, świata na granicy, drugiej chylącego się ku upadkowi. Stare odchodzi, nowe nadchodzi. Co jest lepsze? Co jest gorsze? Na co zasługujemy i jakie znaczenie ma nasza wiara w kontekście nie tylko nas, ale całego świata, który nas otacza? I w końcu: kim my jesteśmy i jaka jest nasza tożsamość w świecie, w którym w nic nie wierzymy.  Z Gaimanem wcześniej się nie spotkałam, nie wiem czy wszystkie jego powieści są tak wielowymiarowe, ale jeśli tak - chętnie sięgnę po inne tytuły. Lubię, kiedy książka oprócz rozrywki niesie ze sobą coś więcej. A tutaj zdecydowanie wielu czytelników znajdzie coś dla siebie. Taka ja poszukam głębi, ale inni ludzie mogą odnaleźć świetnie skonstruowaną, zaskakującą powieść fantasy, która jest niebanalna, nieoczywista, brutalna. I to dobrze, ponieważ każdy ma inne wymagania względem czytelnictwa. 


Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę powieść, ponieważ dostałam coś dla mnie nowego, nieoczywistego i ciekawego, co na pewno na długi czas zapamiętam. A na pewno pomoże mi w tym serial, który niedługo powstanie na podstawie Amerykańskich bogów. Jestem pewna, że obejrzę, ponieważ z serialami jestem za pan brat. Jestem ciekawa jak zostaną rozwiązane pewne kwestie, jak bardzo zmieni się fabuła i czy dostanę coś fantastycznego. Mam dużo nadziei, że ekranizacja trafi w moje gusta. Serial, co prawda, produkuje Starz, więc nie jestem pewna na ile to będzie jakościowo dobra rzecz. Jeśli o obsadę chodzi to wiadomo, że Cienia zagra - Ricky Whittle a Wednesdaya - Ian McShane! Czekam!

Ian McShane - Wednesday


17/20 w skali Marii 

Autor: Neil Gaiman || Tytuł: Amerykańscy bogowie ||  Kategoria: fantastyka